PAP life
Użytkownik:
Hasło:
Kontakt z redakcją


24.10.2018, 10:10  Kultura i rozrywka  Wywiad
wstecz

Kuba Małecki: z supermocy wybrałbym niewidzialność (wywiad)


"Pisać wtedy, gdy ma się cos do opowiedzenia" - radzi Kuba Małecki. Premiera jego ostatniej książki "Nikt nie idzie" - 31 października.

PAP Life: Jako czytelniczka, chciałam, żeby historia, opisana w książce "Nikt nie idzie" skończyła się dobrze. Nie jestem zawiedziona. Skąd inspiracje do tej powieści?


Kuba Małecki: Na pomysł wpadłem, jak jechałem tramwajem i zobaczyłem takiego chłopaka. Dwa razy go widziałem, dwa razy on był z mamą i dwa razy miał przy sobie plecak z balonami. Nie potrafiłem o tym chłopaku zapomnieć. Oczywiście, to nie jest jego prawdziwa historia, bo ja to sobie wszystko wymyśliłem, ale tak długo o tym myślałem i tak długo mnie to prześladowało, że postanowiłem o tym napisać. Zacząłem sobie wyobrażać, kim mogliby być jego rodzice, jakie mogłoby być wytłumaczenie tych balonów... Być może nie było żadnego, może on po prostu lubił balony...


PAP Life: Jak piszesz? Czego potrzebujesz, żeby historia mogła powstać?


K.M.: Niczego tak naprawdę nie potrzebuję. Wiem, że niektórzy pisarze mają swoje własne, wewnętrzne wymogi, np. muszą pisać rano albo wieczorem, przy takiej muzyce albo z takim widokiem za oknem. Herbatę muszą pić albo cokolwiek... A ja nie potrzebuję niczego takiego. U mnie to jest dużo bardziej rzemiosło niż sztuka. Nie ma w tym nic romantycznego. Wstaję i piszę, ale gdybym nie miał pomysłu, to bym po prostu nie pisał. Ale na razie tych historii mam sporo. Wydaje mi się, że tylko wtedy jest sens pisać, gdy się ma coś do opowiedzenia.


PAP Life: Czy już wiesz, jak pierwsi czytelnicy przyjmują książkę "Nikt nie idzie?"


K.M.: Mam pierwsze opinie, muszę przyznać, że bardzo stresuję się pierwszymi reakcjami, zwłaszcza tak było przy tej książce. Bo ona jest inna niż moje poprzednie historie... One się rozgrywały w kameralnych miejscowościach, na wsiach, zahaczały np. o czasy II wojny światowej, to były epickie opowieści, a tu mamy "tu i teraz": współczesną Warszawę. Te wątki zawsze wydawały mi się trudniejsze do opisywania, bo łatwiej popaść w banał. Znamy te czasy, znamy te miejsca, o których piszę, w związku z tym trudno jest napisać o nich w magiczny sposób, subtelny. Na szczęście pierwsze opinie są aż zaskakująco entuzjastyczne. Mam też opinię od kilku pisarzy, od Joanny Bator, i na razie jest pozytywnie! Nie mam jeszcze opinii od jakiegoś bardzo poważnego krytyka... (śmiech)


PAP Life: Jestem w gronie uprzywilejowanych, którzy znają już książkę, bo premiera 31 października. Użyłeś słowa "magiczne". Co musi być magiczne?


J.M.: Mam wrażenie, że z każdego życiorysu, nawet najbardziej zwyczajnego, da się opowiedzieć coś, co jest w pewnym sensie magiczne. Kwestią pozostaje, co wybrać z tego życiorysu, jak to powiedzieć i w jaki sposób nań spojrzeć. Jak pisałem o tej Warszawie, to mam wrażenie, że każdy, kto tu mieszka, widzi to miasto inaczej. Dla jednego może to być suchy moloch, nocne życie tylko, z braniem narkotyków. Ktoś inny mieszka tu, żyje w świecie korporacyjnym, ktoś inny chodzi po parku, itd. Tych różnych rodzajów Warszawy jest bardzo wiele, a każdy ma jakąś, swoją. Pisząc o Warszawie staram się opisywać miejsca, w których sam chciałbym być. Nie widzę tej ohydy, nie skupiam się na niej. Skupiam się na ciepłych czy serdecznych miejscach.


PAP Life: Może po prostu jesteś mega pozytywną osobą?


J.M.: Chyba nie. Zawsze sobie wyobrażam najgorszy scenariusz tego, co będzie i może to mi pozwala uniknąć rozczarowań. Podoba mi się taka literatura, która się skupia na drobnych przebłyskach szczęścia czy normalności, w całym tym oceanie chaosu czy nieszczęścia. Tego sam szukam w literaturze i takie rzeczy próbuję pisać.


PAP Life: Wróćmy do twoich literackich początków. Jak to się stało, że pisarz początkowo piszący fantastykę stał się autorem powieści obyczajowych?


J.M.: Tak się przyjęło w tych recenzjach, że pisałem fantastykę. Pisałem podobne rzeczy do tego, co tworzę teraz. Takie jak "Dżozef". Dalej mnie ciągnie do czegoś więcej niż szara rzeczywistość. A tej niesamowitości szukam w życiorysach normalnych, zwyczajnych ludzi.


PAP Life: Mówisz, że każdemu się coś w życiu przydarza niesamowitego albo dziwnego, albo takiego, że ma się ciarki. Ale nie każdy zostaje pisarzem.


J.M.: Nie mówię, że każdemu się coś takiego przydarza, ale jeżeli życiorys jest nudny i monotonny, to z jakiegoś powodu on taki jest. I z tego też można zrobić opowieść. Może taką, na trzy godziny przy herbacie. We wszystkim można coś takiego dostrzec. A wracając do twojego pytania, to nie wiem jak to się stało, że zostałem pisarzem. Mam wykształcenie ekonomiczne, skończyłem bankowość, nawet studia doktoranckie zrobiłem z tej bankowości. Pracowałem w banku i wszystko wskazywało na to, że zawsze będę w tym siedział. Przez siedem lat byłem w zawodzie. Pisałem sobie coś na boku, jakieś historie. Zawsze bardzo lubiłem czytać książki. Nigdy nie znałem żadnego środowiska artystycznego. Pochodzę z małej miejscowości, moi rodzice niczym takim się nie zajmowali. W dzieciństwie byłem dresiarzem, siedziałem pod blokiem i naprawdę nic nie wskazywało na to, żebym mógł coś takiego robić. Ale wszystkie etapy mojego życia: dresiarstwo, bankowość łączył fakt, że zawsze bardzo lubiłem czytać. To była zawsze dla mnie wielka frajda, i nadal jest.


Pod koniec studiów trafiła mi w ręce jakaś gazeta z opowiadaniami. I to był ten moment, kiedy przyszło mi do głowy, że "gdybym ja pisał takie opowiadanie, to bym je zakończył inaczej". To był pierwszy przebłysk. I zacząłem takie krótkie historyjki pisać.


PAP Life: A czy jednocześnie, oprócz miłości do książek jest u ciebie też słuch językowy? Słuchasz rozmów w tramwaju, notujesz, bo coś ci się przyda?


J.M.: Nie robię tego na pewno celowo, natomiast jak moja żona przeczytała tę książkę, to powiedziała, że to jest moja najbardziej osobista książka. We wszystkich scenach ona znajduje jakieś drobiazgi z naszego życia. Widzę jakieś rzeczy i one we mnie zostają, wykorzystuję je, nieświadomie. Mam marzenie, że jakbym miał sobie wybrać supermoc, to bym wybrał niewidzialność. Na przykład chodzić po domach i podsłuchiwać. Czasami widzę jak ciekawa para ze sobą rozmawia i tak chciałbym posłuchać, o czym oni rozmawiają. Tam jakaś historia się wydarza, ale nie podejdę do stolika i nie będę słuchał... Niewidzialność bardzo by mi się przydała. (PAP Life)


Rozmawiała Dorota Kieras (PAP Life)


edytor: Zbigniew Krzyżanowski


dki/ zig/



Copyright © PAP SA 2012 Materiały redakcyjne, fotografie, grafy, zdjęcia i pliki wideo pochodzące z serwisów PAP stanowią element baz danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A z siedzibą w Warszawie, i chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Z zastrzeżeniem przewidzianych przez przepisy prawa wyjątków, w szczególności dozwolonego użytku osobistego, ich wykorzystywanie dozwolone jest jedynie po zawarciu stosownej umowy licencyjnej. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.