PAP life
Użytkownik:
Hasło:
Kontakt z redakcją


27.02.2019, 16:16  Rozmaitości  Kultura i rozrywka  Wywiad
wstecz

Stachursky: trzy razy miałem swoje pięć minut (wywiad)


"Wszystko jest w najlepszym porządku" - zapewnia Jacek Stachursky, uspokajając fanów, zaskoczonych jego odmienioną, szczupłą sylwetką. Ikona muzyki pop i dance z rozpędem rozpoczęła ten rok - wyjątkowy rok, w którym świętuje 25 lat na scenie. Muzyk opublikował dwa nowe single.

PAP Life: Może nie spotykamy się bladym świtem, ale jest wciąż ranek. Ty chyba nie jesteś jak Ryszard Riedel, który śpiewał, że "siódma rano - to dla mnie noc".


Jacek Stachursky: Wstaję bardzo wcześnie rano. Budzę się o 4.30. Po 5 już na pewno jestem na nogach. Do godzin śniadaniowych robię te wszystkie rzeczy, których nie chciało mi się robić wieczorem, bo chodzę wcześnie spać. Czytam maile, wiadomości, odpisuję, itd.


PAP Life: Nieprzypadkowo zacząłem od Riedla. Jako pierwszy singiel zwiastujący trzecią część cyklu "Wspaniałe polskie przeboje" wybrałeś utwór "Kim jestem - jestem sobie", który jest coverem Dżemu. Czy masz słabość do tego zespołu, czy czujesz sentyment do tej piosenki?


J.S.: I jedno, i drugie. Oczywiście znam wiele piosenek Dżemu, ale sięgnąłem po taką, która jest bliska tylko zapalonym fanom tego zespołu. Uwielbiam te słowa - "Kim jestem - jestem sobie". Ta piosenka cały czas przewijała się w moim życiu. Chcę, by młodzi ludzie dowiedzieli się o niej i po wysłuchaniu mojej wersji sięgnęli do oryginału. Może poczują to samo, co ja.


PAP Life: A ty kim jesteś, Jacku?


J.S.: Jestem po prostu sobie (śmiech). Żyję tak, jak inni ludzie. Moje życie nie różni się zbytnio. Poza tym, że mam to szczęście, że jestem człowiekiem estrady, że mogę śpiewać. Że mogę patrzeć, jak wielu osobom, które są razem ze mną podczas moich występów, sprawiam radość. Widzieć błysk, szaleństwo w ich oczach.


PAP Life: W tym roku świętujesz jubileusz 25 lat kariery artystycznej. Kiedyś stwierdziłeś, że trzy razy miałeś swoje pięć minut. Co to były za momenty?


J.S.: Pierwszy sukces odniosłem na początku kariery, działając w kręgu muzyki tanecznej, dyskotekowej. Wybiłem się dzięki takim przebojom jak "Taki jestem", "Chcesz czy nie", "Jak w niebie". Nagrywałem płyty we Włoszech i w Stanach. Chciałem dorównać europejskim artystom, z którymi jeździliśmy podczas koncertów. Obserwowałem, jak występują Fun Factory, DJ Bobo i wielu, wielu innych. Chciałem im dorównać. Trwało to trzy lata. Później były trzy lata przerwy.


PAP Life: Kiedy wybiło drugie pięć minut?


J.S.: Gdy trafiłem do telewizji. To były pierwsze festiwale w Opolu, pierwsze nagrody z tej imprezy - Superjedynki. To były przeboje powszechnie znane w całej Polsce. Już nie tylko fani dyskotek, klubów bawili przy Stachursky'im. Cała Polska śpiewała "Typ niepokorny", "Czuję i wiem", "Gdy zapłaczesz", "Zostańmy razem". To były takie utwory, które wyznaczyły mi pewną płaszczyznę działania i które określiły mnie jako artystę. Ten okres też trwał trzy lata.


PAP Life: Kolejną katapultą do dużego sukcesu był dla ciebie przebój "Z każdym twych oddechem".


J.S.: Ten sukces był najbardziej spektakularny. W 2006 r. otrzymałem Słowika Publiczności na Festiwalu w Sopocie. "Z każdym twym oddechem" od razu zaczęły grać ogólnopolskie stacje radiowe. Przez kilka dni mogłem poczuć, jak to jest być laureatem naprawdę prestiżowej nagrody. Nagrody, o której przez całe życie marzyłem, która dla muzyków z mojego pokolenia była szczytem marzeń. Znajomi żartowali, że zdobyłem Słowika, bo byłem ubrany w garnitur i wszystkich to zaskoczyło (śmiech).


PAP Life: A teraz skupmy się na aktualnych sprawach. 14 lutego światło dzienne ujrzał kawałek "Zimna lufa", który jest zapowiedzią płyty "2K19". Ta piosenka ma bardzo hedonistyczną wymowę. Czy żyjesz według hasła "hulaj dusza - piekła nie ma"? Czy może, po prostu, chciałeś trafić w gust bywalców dyskotek?


J.S.: Nie korzystam aż tak chętnie z życia. W świecie rozrywki przede wszystkim jestem wykonawcą i obserwatorem. Patrzę na to, co dzieje się na koncertach i staram się przygotować taką ofertę muzyczną, która przypadnie moim fanom do gustu.


PAP Life: Idźmy dalej. 5 kwietnia premiera "Doskozzzy". Cóż to takiego, ta "doskozzza"?


J.S.: To jest nawiązanie do "dosko", czyli czegoś doskonałego, wspaniałego. Ten kawałek spowoduje dość dużą dyskusję, ale na razie nie mogę zdradzić więcej. Co do samej płyty, ta będzie transowa, elektroniczna, klubowa, taka, powiedziałbym, antymedialna.


PAP Life: "2K19" będzie kolejnym albumem, który w nazwie będzie miał podany jakiś rok. W dyskografii masz już krążki pt. "1996", "1999", "2009". Jest jeszcze płyta "1". Czy wierzysz w magię liczb?


J.S.: Są cztery cyfry, które pojawiają się u mnie w życiu w różnych okolicznościach - 1, 2, 6 i 9. Zobacz... Data moich urodzin to 26.01.1966, sukces w Sopocie odniosłem w dniu 1.09.2006. Co więcej, największą popularnością cieszyły się płyty, które były zatytułowane datą wydania materiału. Krążki, które miały tradycyjny tytuł, nie odnosiły już takich sukcesów. Czy to przypadek? Nie sądzę.


PAP Life: Czy dalej stosujesz się do filozofii Dalekiego Wschodu - czerpiesz energię z tego, co dookoła.


J.S.: Wszystkie zagadnienia z tego nurtu są mi bardzo bliskie. Podejrzewam, że w poprzednim wcieleniu miałem dużo wspólnego z Dalekim Wschodem. Musiałbym się poddać pewnym rytuałom, żeby cofnąć się do poprzednich wcieleń. Nie miałem jeszcze okazji tego spróbować. Ale może kiedyś w przyszłości.


PAP Life: Widziałem komentarze pod zdjęciami, które zostały ci ostatnio zrobione przez fotoreporterów. Komentarze w stylu "niepokojąco chudy Stachursky". Czy z twoim zdrowiem wszystko jest w porządku?


J.S.: Zapewniam - wszystko jest w najlepszym porządku. Właśnie teraz dochodzę do tej wagi, którą powinienem mieć. Mój wzrost to 170 cm, a waga 77 kg. Więc każdy sobie może przeliczyć moje BMI. Zwróć uwagę, że u mnie proces chudnięcia trwa stopniowo od kilku lat. Moja przemiana rozpoczęła się w momencie, kiedy ważyłem 105 kg. Chciałem zawiązać sznurowadło i musiałem wziąć oddech, by móc się schylić. Powiedziałem sobie: "O nie, coś z tym trzeba zrobić!".


PAP Life: Zaskoczył mnie pewien szczegół w teledysku do "Kim jestem". Widzę bardzo szczupłego Jacka, który przymierza się do zjedzenia wielkiej buły z kebabem, obok stoi cola...


J.S.: Jestem sobie (śmiech). Po prostu jeżdżąc po świecie, lubię próbować różnych rzeczy, zdobywać nowe doświadczenia. W związku z tym czasami sięgam po takie dania, których normalnie bym nie jadł. Chcieliśmy pokazać kulisy mojego życia podczas trasy koncertowej.


Rozmawiał Andrzej Grabarczuk (PAP Life)


ag/ jbr/


Załączniki
ZIELONA GÓRA MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL PIOSENKI ROSYJSKIEJ
Zielona Góra, 16.07.2011. Międzynarodowy Festiwal Piosenki Rosyjskiej Zielona Góra 2011. Stachursky (Jacek Łaszczok), laureat II miejsca, zdobywca Srebrnego Samowara podczas konkursowego koncertu, 16 bm. (jk/cat/bpt) PAP/Jakub Kaczmarczyk

Copyright © PAP SA 2012 Materiały redakcyjne, fotografie, grafy, zdjęcia i pliki wideo pochodzące z serwisów PAP stanowią element baz danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A z siedzibą w Warszawie, i chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Z zastrzeżeniem przewidzianych przez przepisy prawa wyjątków, w szczególności dozwolonego użytku osobistego, ich wykorzystywanie dozwolone jest jedynie po zawarciu stosownej umowy licencyjnej. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.