PAP life
Użytkownik:
Hasło:
Kontakt z redakcją


25.03.2019, 10:10  Rozmaitości  Kultura i rozrywka  Wywiad
wstecz

Tomasz Betcher: jestem z natury zaplanowanym człowiekiem (wywiad)


Autor powieści obyczajowej "Tam, gdzie jesteś", adresowanej do kobiet, opowiada PAP Life jak to się stało, że zaczął pisać. "Nie przepadam za książkami i filmami, które nie pozostawiają po sobie czegoś pozytywnego" - mówi Tomasz Betcher i wyjaśnia, dlaczego woli zmierzać do happy endu.

PAP Life: Zacznę przewrotnie, jak to możliwe, że mężczyzna napisał powieść kobiecą?


Tomasz Betcher: Chyba nie jestem pierwszy, który napisał powieść kobiecą. A moja przygoda z pisaniem nie zaczęła się od literatury obyczajowej czy od romansu, ale od tekstu z gatunku fantastyki. To była taka fantastyka post-apokaliptyczna. Kiedy wysłałem ten tekst do agentki literackiej, z którą współpracuję do dzisiaj, przyszła odpowiedź dwojaka: z jednej strony pisała: "Panie Tomku, niestety nie jesteśmy w stanie panu pomóc z tym tekstem, bo to trochę nie nasza działka, nie zajmujemy się tym typem literatury. Ale, gdyby kiedyś przyszło panu do głowy, żeby napisać powieść obyczajową, romans, literaturę dla młodzieży, lekką erotykę, to bardzo chętnie, bo styl pisania i lekkość pióra nam odpowiada". I to ziarenko zostało zasiane. Kiełkowało przez kilka miesięcy. Pomyślałem, dlaczego nie? Może spróbować? I tak się zaczęło. Po kilku tygodniach miałem gotowy konspekt powieści w głowie, a w międzyczasie przydarzyło mi się spotkanie z człowiekiem, który stał się pierwowzorem książkowego Adama. Wszystko ładnie się zazębiło.


PAP Life: W trakcie lektury miałam wrażenie, że idzie pan według skrupulatnie zarysowanego planu. Trochę jak w amerykańskich filmach, że mogę się domyślać, co będzie dalej...


T.B.: Był ten plan, tak. Pewnie to wynika z jakichś moich osobowościowych uwarunkowań, bo staram się być i jestem, z natury, człowiekiem, zaplanowanym i dosyć skrupulatnym. Tak naprawdę, bez takiego planu, dokładnie zarysowanego, jest mi ciężko pracować, bo nie lubię pracować w chaosie. Nie jestem typem człowieka, który idzie na żywioł i później przygląda się temu, co się dzieje. Lubię mieć na to plan.


PAP Life: Z pańskiej biografii można się dowiedzieć, że jest pan terapeutą, a tu jedna z bohaterek, Anna, jest psychologiem. Musiał pan chyba trochę czerpać z własnego doświadczenia...


T.B.: Starałem się nie robić tego. O tyle czerpałem z doświadczenia zawodowego, o ile znam różnego rodzaju sytuacje, które przydarzają się ludziom. Często są to sytuacje trudne, w swoim życiu zawodowym często stykam się z problemami w relacjach, z trudnościami emocjonalnymi, gdzieś to, w tym tekście czy w kolejnych - będzie się pojawiało. To jest też coś, w czym się dobrze czuję.


PAP Life: Lekkie pióro to niejedyna zaleta. Z samej książki można sobie nawet parę takich mądrości życiowych wynotować. Jak choćby: "lepiej oddać komuś życie, niż umrzeć dla siebie samego". Pan kilka takich prawd przemycił czytelnikowi.


T.B.: Nie robiłem tego w sposób całkowicie świadomy, nie chcę nikogo pouczać, ale w kilku fragmentach pojawia się to w formie myśli i wypowiedzi głównego bohatera. I to są też rzeczy, które ja usłyszałem od pierwowzoru bohatera. On był też skarbnicą mądrości życiowych ze względu na to, że w wielu miejscach był, sporo przeżył i miał dosyć filozoficzne spojrzenie na życie.


PAP Life: A czy wobec tego pan szuka odpowiedzi na pytanie, jak to jest, że życie nam się układa w dosyć przewrotny sposób?


T.B.: Często tak jest i mam takie doświadczenie jeszcze z czasów studenckich, gdy pracowałem w ośrodku dla osób dotkniętych bezdomnością. To nie są osoby, którym od początku życie się nie układało. Wielu mężczyzn z tych, których spotkałem, bo to był ośrodek dla mężczyzn dotkniętych bezdomnością, wiodło wcześniej bardzo dobre życie, często byli na wysokich stanowiskach. A różnego rodzaju zdarzenia życiowe, traumy, wypadki losowe, spowodowały, że zaczęli schodzić z tego dobrego kursu i szukać czegoś innego.


PAP Life: Mamy tu powieść, która kończy się happy endem, czytelnik do niego dąży. To też jest element planu literackiego?


T.B.: Dokładnie tak jest. Ja osobiście nie przepadam za książkami i filmami, które nie pozostawiają po sobie czegoś pozytywnego. Chciałbym, żeby to też wybrzmiewało w moich tekstach. Że nawet z takich bardzo trudnych sytuacji jest wyjście i one mogą skończyć się happy endem. To jest też coś, co ja, nie zawsze obserwuję w swoim życiu zawodowym, ale dzieciaki, młodzież, którymi się opiekuję, to są dzieciaki z rodzin dysfunkcyjnych, często pozbawione pewności siebie, z różnymi swoimi problemami i one też potrafią stworzyć coś dobrego, pozytywnego: założyć pierwszy w swoim życiu stabilny dom. Ten wydźwięk pozytywny jest dla mnie bardzo ważny.


PAP Life: Cytuje pan też historię maratończyka, który początkowo był wyśmiewany, a odniósł sukces. Czy jest to zatem powieść o pogoni za marzeniami, o tym, że trzeba te marzenia dogonić?


T.B.: To też było jedno z moich marzeń: napisać książkę, która kiedyś zostanie wydana. Ja takich marzeń zrealizowałem w swoim życiu dosyć sporo. Dla mnie, nie wiem jak dla innych, cała atrakcja jest w tej pogoni za marzeniem. Kiedy ono jest spełnione, to szukamy następnego.


PAP Life: Jak pan myśli, kto sięgnie po tę powieść?


T.B.: Już widzę po odbiorze w internecie, i nie tylko, do kogo ta książka trafia i dla kogo jest przeznaczona. Spodziewałem się, że to jest typ literatury, po który sięgną kobiety. Ale też "przepuściłem ją" przez kilku mężczyzn. I moi przyjaciele czytali, i pan Janusz Leon Wiśniewski, od którego przez wydawnictwo mam informację, że książka mu się bardzo podobała. Grupą docelową są kobiety, zdaję sobie sprawę, natomiast wiem, że mężczyznom ręce nie usychają, kiedy sięgają po tę książkę. I czytają ją z zainteresowaniem.


PAP Life: Czy będą następne powieści?


T.B.: Tak, będą. W tym roku ukaże się jeszcze jedna i jest już plan na kolejne, konstruuję następne konspekty, które będą czekały na swoją kolej. Część jest już w trakcie pisania.


Rozmawiała Dorota Kieras (PAP Life)


dki/ jbr/



Copyright © PAP SA 2012 Materiały redakcyjne, fotografie, grafy, zdjęcia i pliki wideo pochodzące z serwisów PAP stanowią element baz danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A z siedzibą w Warszawie, i chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Z zastrzeżeniem przewidzianych przez przepisy prawa wyjątków, w szczególności dozwolonego użytku osobistego, ich wykorzystywanie dozwolone jest jedynie po zawarciu stosownej umowy licencyjnej. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.